Największe mity suplementacji by faftaq
W niniejszej pracy pozwolę sobie podsumować kilka obiegowych opinii, niektórych mniej, niektórych bardziej popularnych, dotyczących suplementacji, a mających na mojej prywatnej liście status mitu czy wręcz - zabobonu.

Wszędzie tam gdzie krzyżują się najróżniejsze poglądy, wszędzie tam gdzie człowiek i jego pasja każą szukać idealnych rozwiązań - pojawiają się teorie, mniej lub bardziej uzasadnione - na podstawie których formułuje się zasady, które z czasem stają się dogmatami, których z definicji się nie kwestionuje, które są i już. Jak się potem okazuje - do pewnego momentu, bowiem wraz z rozwojem nauki, wraz z upływem miesięcy czy nieraz lat - pewne teorie upadają, nieraz te uświęcone przez największe autorytety - nie wytrzymują próby czasu.
Żeby długo nie szukać wystarczy przypomnieć zasady zdrowego żywienia sprzed kilku lat. Tłuszcz pokarmowy obarczony był winą za cale zło. Kulturtysci unikali go jak ognia, bowiem panowało przekonanie, że jest to główny winowajca “zalanych” sylwetek, wielkich brzuchów, chorób itp itd… Kluczem do osiągnięcia sukcesu było białko i astronomiczne ilości węglowodanów. Jak jest dziś? Wystarczy poczytać o low-carbach, posłuchać relacji tych co stosują, albo samemu spróbować by wyrobić sobie zdanie. Można by powiedzieć, że przyszła moda na low-carb. Czy dobrze? Czy za kilka lat nie okaże się, że granica rozsądku została przekroczona, że taka dieta przynosi więcej szkody niż pożytku? Czy nie powstanie nowa teoria negująca poprzednią i wprowadzająca zupełnie nowe ustalenia dotyczące zasad układania jadłospisu? Pewnie powstanie, nie mi to przewidywać. Na powyższym przykładzie chciałem jedynie skłonić do krótkiej refleksji nad mechanizmem, wg którego rodzą się mity, czy tez potencjalne mity. Z teoriami dotyczącymi suplementów jest podobnie. W swojej pracy wymienię poszczególne zabobony i fałszywe przekonania dotyczące podjętego tematu.
Zaznaczyć chciałbym, iż celowo pominąłem bajki już wysłużone, w które mało kto wierzy, które w świadomości większości społeczeństwa zainteresowanego tematem - się zdewaluowały. Za przykład niech posłuży mit dotyczący relacji kofeina-kreatyna (mający swe korzenie na Katolickim Uniwersytecie w Leuven w Belgii). Wydaje mi się, iż daje mu wiarą raczej minimalna grupa nieuświadomionych osób i dobrze im tak, bowiem o tym, że to kit było już na tyle głośno i od tak dawna nikt tego mitu publicznie nie popularyzował - że potrzeba albo wyjątkowego lenistwa, albo wręcz złej woli by o tym nie wiedzieć. Wystarczy przecież spojrzeć na skład przeciętnego przedtreningowego stacka kreatynowego by nie mieć wątpliwości. W związku z tym uważam, że raczej owa pseudologia nie jest warta mojej uwagi i mojego czasu. Dlatego wiec zajmę się teoriami bardziej aktualnymi nie odgrzewając żadnych zamierzchłych.
Mit pierwszy.
Niektóre suplementy przyjmujemy tylko na pusty żołądek.
Zasada ta tyczy się miedzy innymi kreatyny, stackow kreatynowych, no-boosterow, czy popularnego ZMA. W moim przekonaniu, jak i w przekonaniu wielu osób, które z jakiś przyczyn spróbowały postępować inaczej niż głosi powyższy zabobon - jest to teoria błędna. Nie ma żadnych istotnych przesłanek by ją wyznawać. Wedle powyższego zalecenia bowiem, (wzięta dla przykładu) kreatyna, wchłania się ponoć lepiej na pusty żołądek. Szukałem przez pewien okres czasu źródeł takowej informacji i nie udało mi się znaleźć niczego godnego zainteresowania. Jedyne co można powiedzieć o takim podejściu - to to, że faktycznie wzięcie preparatu na pusty żołądek, może sprawić, iż wchłonie się on szybciej, co jednak nie znaczy, że lepiej. Ponadto przyjęcie kreatyny wraz z posiłkiem, bądź tuż po nim mogłoby posiadać dodatkowe zalety. Otóż jak wiemy insulina może mieć wpływ na wchłanianie, czy też - jak niektórzy mówią - transport kreatyny. Posiłek, a dokładnie kalorie w nim zawarte (z węglowodanów, białek) mają bezsprzecznie wpływ na poziom insuliny, a skoro ta może mieć korzystny wpływ na transport/wchłanianie kreatyny do mięsni - wydaje się być zasadne podawanie kreatyny w okolicach posiłku. To jednak nie wszystko, otóż wielu przeciętnych zjadaczy kreatyny ma po jej aplikacji pewne problemy żołądkowe. Wynika to miedzy innymi z faktu, że kreatyna jest związkiem słabo rozpuszczalnym i organizm musi “pompować” dodatkowe ilości wody do jelit by ją rozpuścić. Może to w efekcie prowadzić do zaburzeń określanych jako jelitowe i z których opisu zrezygnuję z uwagi na powagę tematu. Podobnie sytuacja może wyglądać w przypadku preparatów magnezu czy cynku, które również rozpuszczają się słabo i mogą wywoływać podobne konsekwencje. Podanie suplementu po posiłku może te nieprzyjemne objawy częściowo niwelować, bądź w ogóle im zapobiec.
Jak widać na powyższych przykładach, podawanie niektórych suplementów po posiłku ma swoje korzyści. Co do samej kreatyny jeszcze, to spotkałem się niedawno z argumentem, że należy minimalizować czas przez jaki kreatyna jest wystawiana na działanie kwasów żołądkowych, wiec z tego względu należy podawać ją na pusty żołądek - by jak najszybciej przewód pokarmowy opuściła. Niby wydaje się to logiczne, przecież kreatyna konwertuje do kreatyniny, tyle się trąbi o nowych formach buforowanych czy estryfikowanych, a jak jest na prawdę? Biorąc tą kwestię pod rozwagę dochodzimy do mitu numer dwa:
Mit drugi.
Monohydrat kreatyny to najsłabsza forma kreatyny,
jest niestabilny i w większości zamienia się w przewodzie pokarmowym w kreatyninę.
Tak głoszą kolorowe czasopisma, tak mówią marketingowe przekazy, tak napisane jest na opakowaniach nowych, ulepszonych form kreatyny. A co mówią badania? Otóż wg wyników badań monohydrat kreatyny prawie w ogóle nie zamienia się w kreatyninę(1), natomiast nowe formy kreatyny takie jak Krealkalyn (1) czy ester (2) wbrew początkowym założeniom konwertują bardziej. Z resztą nie potrzeba wielkich badań by obalić teorie o wielokrotnie wyższej skuteczności (a taka była sugerowana) nowszych form kreatyny nad monohydratem, wystarczy poczytać opinie przeciętnego konsumenta który miał okazje spróbować w/w preparatów czy samemu przetestować kilka rożnych form by stwierdzić, że nie ma pomiędzy nimi istotnych różnic w działaniu, przynajmniej jeśli chodzi o wpływ na parametry siłowe, czy promowanie rozwoju masy mięśniowej. Nawet na tym forum panuje swego rodzaju hierarchia w dobrze suplementów kreatynowych i wedle tej absurdalnej moim zdaniem zasady, na pierwszą przygodę z w/w suplementem należy wziąć mono, na drugą jabłczan, a na trzecie ester bądź jakiś prosty stack (i tutaj poleca się środek, ktory za wyjątkiem kreatyny ma w składzie np taurynę - której jakoś nikt już nie poleca do cyklów kreatynowych, czy minimalną dawkę AAKG, która powszechnie uważa się za śmieszną). Dla mnie powyższy zwyczaj jest nieuzasadniony, wynika on z faktu, iż mit dotyczący mocy poszczególnych form kreatyny jest głęboko zakorzeniony i zdołał wpłynąć już na pewne mechanizmy myślowe przeciętnych konsumentów.
Wydaje mi się że minie sporo czasu zanim mit ten zdewaluuje się w powszechnym przekonaniu, a nawet jak już i to się stanie, to producenci suplementów zapewnią kolejny facelifting powyższej teorii i wypuszczą jakiś batmanian kreatyny albo inny super specyfik; stanowiący połączenie kreatyny z kosmicznym pierwiastkiem w formie fermentowanej przez specjalnie wyselekcjonowany szczep bakterii nad którym naukowcy japońscy pracowali 10 lat 10000m pod ziemią i większość przeciętnych zapaleńcow pobiegnie do sklepu i kupi owo cudeńko.

Mit trzeci.
Jeśli coś jest uznane za pro-zdrowotne - trzeba tego jeść jak najwięcej.
Dość ciekawy, często nieuświadomiony pogląd, że niektóre suplementy po prostu są zdrowe i trzeba się nimi obowiązkowo faszerować. Przykład? Tzw. zdrowe tłuszcze, preparaty takie jak Omega-3-6-9, albo witaminy, a zwłaszcza przeciwutleniacze, substancje powszechnie uznane za sprzyjające zdrowiu, spożywane w nadmiernych ilościach w rzeczywistości mogą stać się przyczyną wielu chorób i dolegliwości. Fakty są takie, że zbyt duży udział NNKT w diecie może powodować min (3) tworzenie się kamieni żółciowych (poprzez wpływ NNKT na wydalanie cholesterolu z żółcią), krwawienia wewnętrzne (poprzez tzw. rozrzedzające krew działanie NNKT), a nawet przyczyniać się do powstawania chorób nowotworowych. Wiele osób w ogóle nie ma świadomości, iż tzw. zdrowy tłuszcz należy spożywać z umiarem. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe w odróżnieniu od nasyconych maja podwójne wiązania między wybranymi atomami węgla, przez co łatwo ulegają utlenieniu (wystarcz spojrzeć jak szybko “jełczeją” produkty takie jak olej lniany, a jak długo utrzymuje świeżość smalec - który NNKT praktycznie nie posiada), jest to zdarzenie zdecydowanie niekorzystne. Organizm potrzebuje pewnych ilości NNKT do wielu celów (miedzy innymi do budowy błon mitochondrialnych czy produkcji hormonów i prostaglandyn), jednakże jeśli podane zostaną w nadmiarze - raczej ulegną utlenieniu, czyli - upraszczając - wewnątrzustrojowemu jełczeniu.
Co do witamin i porzeciwutleniaczy sytuacja wygląda podobnie. Nadmiar - jest oczywiście szkodliwy dla zdrowia. Zwłaszcza witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, ale nie tylko, mało kto zdaje sobie sprawę że nadmiar witaminy B1 może powodować drżenia mięśni i kołatania serca, nadmiar witaminy B2 - drętwieniem kończyn. Na rynku jest kilka preparatów mających w składzie końskie dawki witamin, zazwyczaj postrzegane są one jako preparaty lepsze, ale nie wszyscy moim zdaniem powinni je spożywać. Nie podważam zasadności podawania preparatów multiwitaminowych zwłaszcza osobom mającym zwiększone zapotrzebowanie (czyli np sportowcom), krytykuję jednak powszechne przekonanie, ze witaminy dostarcza się nie tyle z diety - co z preparatów multiwitaminowych i basta. .Pozwolę sobie przytoczyć słowa Alana Crozier’a - profesora biochemii roślin i odżywiania na Glasgow University: “Jeśli ktoś się źle odżywia, przyjmowanie witaminy A lub C niewiele pomoże. Uważam, że ludzie marnują pieniądze. Chcą wydać na coś pieniądze i ma im to pomóc żyć dłużej. W ogromnej większości przypadków nie ma prawdziwych dowodów na to, który środek pomaga, a który nie (…) wysokie dawki antyutleniaczy mogą być szkodliwe”. Podobnego zdania jest Profesor Barry Halliwell (National University of Singapore), pionier badań nad wolnymi rodnikami, który uważa że nie ma wystarczających dowodów, by uznać że dodatkowe przyjmowanie suplementow witamin uznanych za przeciwutleniacze - miało korzyści pro-zdrowotne. Dla przypomnienia wspomnę jeszcze o słynnym badaniu nad wpływem beta-karotenu na ryzyko zachorowań na raka płuc (National Cancer Institute) Badania objęły 18 tyś osób i miały trwać sześć lat, jednak po czterech zostały przerwane z powodu, gdy okazało się, że wśród osób przyjmujących suplementy wskaźnik śmiertelności był o 17% wyższy niż w grupie, która ich nie łykała. Nie mam zamiaru nikogo straszyć, ale zachęcam jednak do ściągnięcia różowych okularów i krótkiej refleksji. Witaminy należy przede wszystkim starać się pozyskać ze zbilansowanej diety, bowiem dieta to nie tylko kalorie, ale również inne składniki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu człowieka. Z tymi z suplementów - nie należy przesadzać. Umiar jest koniecznością, a niestety - wielu dawno już go straciło i to nie tylko w dawkowaniu witamin, mit kolejny jest w dużym stopniu powiązany z braki umiaru.
Mit czwarty .
więcej = lepiej. czyli niepisana zasada, wedle której progres siłowo-masowy jest wprost proporcjonalny do ilości zjadanych suplementów
Wystarczy spojrzeć ile kolorowych opakowań stoi u was na pólkach, u większości - z roku na rok coraz więcej… pełnych. Dla niektórych suplementacja stała się już celem samym w sobie. Była kiedyś dyskusja na forum, gdzie ludzie przyznawali się, iż tracą nawet po 1000zl miesniecznie na suplementy. Nie chce być źle zrozumiany, każdy ma prawo robić z własnymi pieniędzmi to co mu się podoba. Ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien aspekt tej sprawy. Wystarczy poświęcić chwile uwagi następującej refleksji: “czy większa ilość suplementów przekłada się na lepsze rezultaty?”, albo jeszcze trafniejsze: “czy fakt że wydaje na suple dwa razy więcej pieniędzy niż rok temu, oznacza, ze mam dwa razy większe przyrosty?” “Czy ćwiczy mi się dwa razy lepiej?”. Myślę, że wielu z Was, jeśli odpowie sobie na te pytania zgodnie z własnym sumieniem, to będą to odpowiedzi przeczące. Chyba jest gdzieś granica, po przekroczeniu której powyższa sytuacja zaczyna robić się groteskowa, kupowanie i pochłanianie suplementów staje się swego rodzaju hobby. Czy o to właśnie chodzi? Kto jest beneficjantem takiego stanu rzeczy? Warto się nad tym zastanowić stawiając kolejną puszkę glutaminy czy carbo na półce. Z powyższym mitem wiąże się jeszcze jeden. Nie do końca uświadomiony.

Mit piąty.
Wynikający podobnie jak poprzedni zapewne ze przekonania o nadzwyczajnej sile tkwiącej w suplementach.
Mit ten brzmi następująco: wszystkie informacje zawarte na opakowaniach suplementów, na ulotkach do niego dołączonych czy go promujących - to informacje prawdziwe.
Czy gdy Wasze matki oglądając reklamę dosi wierzą że wypierze ona wszystko prócz kieszeni? Czy gdy czytasz w kolorowej gazecie, że jakiś bank oferuje raty 0% - wierzysz że tak jest w istocie? Czy gdy w mango Gdynia pan dr. Kowalski czy jakiś inny profesor - iluzjonista zaręcza nam, że podręczna sauna zapewnia utratę 2cm w pasie na dzień - jest to informacja wiarygodna? Jasne - bujda na resorach i nikt temu wiary nie daje. Ale co ciekawe, gdy na opakowaniu suplementu, bądź na ulotce reklamowej producent umieści info, ze jego produkt spala tłuszcz i buduje mięśnie jednocześnie - wiele osób łudzi się - że to prawda. Wystarczy poczytać pytania codziennie pojawiające się na sportowych forach. Nieraz za głowę się łapię, jak czytam jakie można mięć oczekiwania wobec suplementu takiego jak tribulus, HMB, l-karnityna czy glukozamina. Nie będę drążył tematu poprzez szczegółowe obalanie teorii dotyczących poszczególnych suplementów, nie o to chodzi. Mitem jest zasada, którą wyznaje większość konsumentów i dzięki której producenci suplementów mają nigdy nie kończący się kredyt zaufania. Sam nieraz łapię się na tym, że czytam o jakiejś nowości wchodzącej na rynek i stwierdzam ze musze jej spróbować, bo w gruncie rzeczy może zadziałać lepiej niż inne, bo chciałbym żeby tak było. Też jestem podłączony do tego respiratora, który cały czas reanimuje we mnie pokłady wiary, że oto nadeszło objawienie. Tak było z HMB jak weszło na rynek, tak było z tribulusem, tak było z nowymi formami kreatyny. Zawiodłem się za każdym razem, za każdym razem oczekiwałem więcej. Myślę, ze nie jestem wyjątkiem. mechanizm działa jak należy, reklama nie kłamie, a ludzie pracujący dla komercyjnych firm są przecież przyjaciółmi konsumenta.
“EPILOG”
Myślę, że w powyższych kilku akapitach zawarłem większość ważnych informacji dotyczących fałszywych przekonań przeciętnego młodego entuzjasty sportów siłowych i dozwolonego wspomagania. Być może na pierwszy rzut oka dziwi kształt tego zestawienia, ale w mojej opinii największe mity suplementacji to właśnie te, które mają największy wpływ na nasze decyzje w doborze i sposobie przyjmowania suplementów, a w gruncie rzeczy nie mają logicznego uzasadnienia. Myślę, że udało mi się stawić im czoła.
Tezy wyżej umieszczone mają w dużej mierze charakter autorski, naturę prywatnych przemyśleń, opartych jednak na obserwacji pewnych tendencji, oraz lektury badań naukowych, bądź opinii i prac osób mających w moim i nie tylko moim przekonaniu dużą wiedzę i autorytet. Dałem im wiarę wg własnych kryteriów. Wartość pracy - nie będę ukrywał - będzie tym większa im więcej osób się z powyższymi tezami zgodzi. Sam jestem ciekaw ilu ludzi podpisałoby się pod moimi poglądami, cieszyłbym się gdyby praca okazała się mięć również pewien potencjał dydaktyczny i pomogła czytelnikowi zastanowić się, czy przypadkiem nie ulega iluzji w tej czy innej kwestii dotyczącej suplementacji.
Autor: faftaq (sfd)
Komentarze do tego artykuły znajdziesz na naszym forum, klikając TUTAJ
















15 marca 2008 @ 19:25
W dzisiejszych czasach wszyscy by chcieli natychmiastowe efekty przy minimalnym nakładzie pracy. Tak samo jest z suplementacja. Znam ludzi zaczynają trenować a po miesiącu sięgają bo stacki kreatynowe, do tego oczywiście bialeczko, gainer, obowiązkowo extremalne witaminy i liczą na mega rezultaty w miesiąc. Zwykle to nie działa bo nie mają zadnej rozsadnej diety, treningi sa nieprzemyslane a oni nie widzac efektow albo przerywaja treningi, albo wydaja jeszcze wiecej pieniedzy na suple bo przeciez moze za malo wzieli jeszcze, albo co najgorsze siegaja po sterydy bo ‘takie tam bialeczko na mnie nie dziala’.
pozdrawiam ]:->
Nie tedy droga! Dieta, trenig, regeneracja! No i troche dystansu do tego sportu a napewno bedzie dobrze
20 marca 2008 @ 10:49
Bardzo dobry artykul!. Moim zdaniem jezeli jakis suplement znaczaco podnosi sile (super hiper nowoczesne stacki) to ma tez skutki uboczne (nie zawsze widoczne odrazu). Wystarczy poczytac o powszechnie uzywanej glikocyjaminie. Organizm jest w homeostazie mozna uzyskac wiekszy wzrost sily, ALE kosztem czegos innego. “Homeostaza jest niezbędnym warunkiem zdrowia (prawidłowego funkcjonowania) organizmu, a co za tym idzie, choroby u swego podłoża mają zaburzenia mechanizmów utrzymania homeostazy.”
31 marca 2008 @ 19:40
Po przeczytaniu pierwszego w życiu kolorowego pisemka kulturystycznego doszedłem do wniosku że w ogóle nie watro jest ćwiczyć jeśli się nie wyda około 300zł miesięcznie… Ogromna propaganda, a rożne cześki w to wierzą i przekazują automatycznie dalej nie rozumiejąc tego co przeczytali :]
2 kwietnia 2008 @ 12:26
powiem szczeze mam takie same odczucia sama silke czwicze 15lat od 2lat zaczelem stosowac sumplementy od bialka po kreatyne rozna wiadomo jak jest sie na nie idzie sila moze troche masy ale po cyklu wszystko spada i to doslownie wszystko troche do kitu po tych 2latach supli nie zrobilem rekordu na sile a lapka taka sama wiem ze wiek robi tez swoje i moze zeby nie bylo tych supli to lapa byla by mniejsza ale o to tu nie chodzi no nie tak szczeze mowiac to tylko dieta i jeszcze raz dieta ona czyni cuda no nie tak jak chemia ale to juz jest inna sprawa
11 kwietnia 2008 @ 19:53
Świetny artykul!Poświęcony faktom i poprzedzony różnorodną obserwacją..!dzięki bogu,że jest ten portal a własciwie podziekowania dla Twórców tego portalu którzy na prwade wkładają wiele pasji i siły w każdy z tych oto publikowancych artykołów..(z tego miejsca chciałem Was serdecznie pozdrowic:)często dzieki nim moge sie wiele dowiedziec jak przestrzec przed własną głupota i fałszywą , złudną nadzieją ,ze po zjedzeniu tabsów z kolorowych opakowan za 500 zł bede taki jak zawodowcy i jeszcze dobrze wyjde na tym od sfery pro-zdrowotnej!Oby tak dalej:)
14 kwietnia 2008 @ 16:02
fajowy artykół zgadzam sie w 95 % procentach
c o do kreatyny do stosuje mono i mi to pasuje, nie probowałem jablczanow, algenow czy jak to sie nazywa, nie dajmy sie zmariowiac pozdrawiam
27 maja 2008 @ 22:19
ale bzdury piszesz…Kreatyne się bierze TYLKO na pusty żołądek, poniewaz tłuszcz hamuje wydzielanie insuliny niezbędnej do wchłaniania krety ( sprawdzone na sobie ). Inaczej mówiąc kreatyna w okolicy posiłku jest marnotractwem, a autor pisze , że posiłek + kreta jest korzystna… NIE CZYTAJCIE TYCH PSEUDO ZNAWCóW
29 maja 2008 @ 12:25
faftag jest szanowanym doradcą na forum z dużą wiedże, jeśli jest tak jak piszesz, podaj badania, arty
11 czerwca 2008 @ 09:07
W porę natrafiłem na ten art.
i przejżałem na oczy.
Podświadomie czułem, że to za bardzo wierzę w ściemę wypisywaną na stronach sklepów itp., ale zamierzałem sobie sprawić niezłą kolekcję
14 czerwca 2008 @ 03:38
art.niezly po czesci sie zgadzam,co do komentarzy to kazdy jest inny i na kazdego inaczej dzialaja suplementy - jak z wodka - jeden pada po paru klinach a inny po litrze:)
15 czerwca 2008 @ 00:34
tłuszcz hamuje wydzielanie insuliny. Moze i tak wiec raczej poczekal bym z tą kreatyną i dal się tej kostce smalcu strawić!!!co do kreatyny to bralem wszystkie mozliwe na pusty żołądek a nawet 30 minut po solidnym posilku niekoniecznie lekkostrawnym tak i tak nie odczuwam dolegliwosci. jadę juz ostatni tydzień na NB II i wiekszość tego zjadłem po posilkach, klepie jak cholera i nie wlewasz chemii bezposrednio na żołądeczek i kwaseczek!!! co do arta to profesjonalnie napisany dobrym jezykiem!!!!!
17 czerwca 2008 @ 14:58
Wlasnie skonczylem stroma ktory nic nie ruszyl jestem troche zawiedziony milem go rok temu i wtedy skakalem po drzewach tak kopal ogolnie od kreatyny odpoczolem piec misiecy wiec moze sklad zmienili cena spadla strasznie wiec jakos trzeba zarobic
17 czerwca 2008 @ 23:23
artykól w porząsdku …co do …klepie mniej czy więcej, jeżeli ktoś wcina sporo czerwonego mięsa napewnoklepnie go mniej .
17 czerwca 2008 @ 23:36
czasami wystarczyłoby placedo i sugestia otczenia a poprawa także następuje .
22 czerwca 2008 @ 12:11
Witam, ćwicze od paru łądnych paru lat mam teraz 24 lata i od 2 lat biore suplementy efekty są…ale naprawdę są znikome…prowadzę zdrowy tryb życia nie pale nie piję. Dieta zawsze dopracowana. Ważę około 83kg generalnie jestem smukły troszkę przypakowany że tak to nazwę. I nie ma sie o co oszukiwać!! Na suplementach i można zbudować takiej masy mięsniowej jak się widzi w czasopismach! Jest to nie możlie nawet jak wydamy 2000zł na suplementy..i będziemy jedli po 4000 kalori dziennie to tylko przybędzie nam tłuszczu a nie sporych mięśni i do tego będziemy mieli problemy zdrowotne. Kolega zając napisał że STROM go nie ruszył ja testowałem zwyklą kreatyne to wtedy był szok!! teraz Brałem NOZ DECA STACK, STORM, ZMA, BCAA i wiele innych rzeczy wszystkie cykle ułożone z głową i w czasie ich trwania nie jednej rzeczy sobie odmówiłem…efektów oszałamiających nie było…tajemnica to genetyka! Jak masz dobrą to i bez diety urośniesz masz słabą to bez sterydów tego nie przeskoczysz. Pozdrawiam
27 lipca 2008 @ 15:13
Togu: nawet jeśli nie masz świetnej genetyki to przy pomocy dobrze prowadzonego dopingu, ścisłej diety i przemyślanego treningu można stanąć na pudle nie jednych zawodów. Przykładem może być M. Ruhl, polecam obejrzeć jego zdjęcia z okresu młodości, naprawdę był kiepsko zapowiadającym się kandydatem na kulturystę, wydaje się że nie miał zadatków. Jeśli ktoś ma wąską talię (M. Ruhl nie jest z tych) w proporcji do szerokości barków to ma potężny atut bo na scenie, w ostatecznym rozrachunku wygra ten kto ma ,,fabrycznie” mało w pasie, resztę niezbędnej masy ,,wypracuje” latami.
27 września 2008 @ 19:08
jeśli chodzi o artykul, wydaje mi się że jest dobry. przyznam sie, że skłonił mnie do głębszego zastanowienia się w tej kwestii.
chciałbym jeszce spytać czy mozna pić mleko podczas stosowania kreatyny? totez mit, czy to akurat prawda? pzdr
22 października 2008 @ 16:39
czt znane sa negatywne skutki l-karnityny?
9 listopada 2008 @ 00:22
ja Wam powiem jedno: wszystkie te wynalazki legalnie sprzedawane na półkach sklepowych to nic innego jak zbiór testerów, o których na dzień dzisiejszych nic nie wiadomo - dowiemy się za lat kilka jak przykładowy Kowalski który się nimi zajadał będzie czekał na przeszczep wątroby… a prawda jest taka, że te niby legalne “suplementy” po pierwsze w działaniu słabe a po drugie niszczą organizm bardziej niż typowe “sterydy” gdyż te drugie są na rynku od 50- 60 lat i wiedza o nich i ich używaniu jest duża i każdy kto wie jak należy z nimi postępować to mu się krzywda nie stanie. Natomiast wynalazki 21 wieku czyli legal z pólki - to nad tym czeba się zastanowić…
i z tym przesłaniem pozostawiam Was - przemyślcie to
2 stycznia 2009 @ 20:10
ja osobiście wyznaję “mit” piąty: bilans i balans pozywienia. Odżywianie komórkowe jest podstawą do zbalnsowania pozywienia. Są posiłki suplementacyjne, które spełniają przeslankę odżywiania komórkowego. W kreowaniu celów sportowych warto - w zrównoważony spoób - zadbać o jakość swojego zdrowiaDobrze odżywiony organizm nawet bez treningu jest w stanie podwoić swoja wydolność. I nie jest to teria. Pozdrawiam Wszystkich czytelników - juz Noworocznie.
20 lipca 2009 @ 10:45
Heh… Niedługo pewnie jacyś super mądrzy specjaliści wymyślą kreatynę z psiej kupy… To wszystko jest śmieszne… Firmy produkujące odżywki chcą je ciągle ulepszać ale jakoś im to nie wychodzi… A robią to tylko z chęci zysków które i tak są bardzo duże…
27 sierpnia 2009 @ 21:29
Dziękuję! Dziękuję za to, że w końcu ktoś sensownie podszedł do tematu suplementacji. ćwiczę od 1,5 roku, mam 35 lat i 3 ciąże za sobą
nie brałam żadnych odżywek- “only” ćwiczenia, pot, krew i łzy ;-)i są efekty!!! Na miarę mojego wieku, moich możliwości i mojego stażu 
i te zawiłe nazwy, i zawiłe procesy chemiczne
nie do zrozumienia dla laika
jeszcze raz dziękuję
I dziękuje za głos rozsądku- bo czytając etykiety różnych produktów okazuje się, że wszystkiego potrzebuję! Że bez tego ani rusz!
19 lipca 2010 @ 11:08
ja proponuje 1 jajco dzienie +seta wyborowej,mięsnie rosną wtedy jak ciasto drozdzowe..mozna tez dozucic 1 marchewke surową na zagryche..No a dla wymagających to polecam jesc surowe muchy,maja niesamowite skladniki odzywcze,wtedy sie rosnie z dnia na dzien.